Great Escape Rally – Extrem4x4

Great Escape Rally

Wygraliśmy i obroniliśmy zwycięski tytuł z zeszłego roku w Great Escape Rally

Nasz zespół rajdowy Extrem Racing Team w składzie : k. Adrian Baron / p. Damian Baron zwyciężył drugi raz z rzędu na Great Escape Rally w grupie – Sport. Co prawda były trzy pierwsze miejsca, ale to my czujemy sie wygranymi – przeczytajcie poniżej .
Drugi samochód startujący w barwach naszego teamu w składzie k. Wacław Hanzel / p. Anna Hanzel zajęli 20 miejsce .

Relacja od strony załogi – subiektywnie:

Great Escape Rally odbył się w piątek i sobotę 25-26 .03.2011 r. w Żaganiu, a raczej na terenach największych poligonów wojskowych w Europie wokół miasta Żagań.
Ten teren to raj off-roadowy, to niezwykłe krajobrazy rozległych piaskownic i duktów leśnych i do tego ten bezkres wolnej przestrzeni.
Nie ma domów, turystów , nikomu nie przeszkadza ryk silników.
To poligon i na co dzień warczą tam czołgi i grzmocą działa.
Oczywiście nie znaczy to, że nie należy szanować tam przyrody i zasad ekologii.
Organizator rajdu nakładał na ten aspekt mocny nacisk , ciągle nam o tym przypominając i nakładając kary dla niepokornych.
Rajd rozpoczął się prologiem, który miał wyłonić kolejność startu w odcinku nocnym , od którego zaczynała się właściwa klasyfikacja.
Było kolorowo, media, flesze, brama startowa, i starował wszystkich sam szef rajdu – Albert Gryszczuk.
Było tak , jak ma być na dobrych rajdach.

W kolejności starowały grupy : motocykli, quadów UTV – ATV – 4×2, grupa Only Women i Rodzinna Przygoda, grupa – Sport , grupa Open. Podczas prologu zdarzyły się jakieś drobne komplikacje w działaniu systemu naliczającego czas co spowodowało pomieszanie czasów przejazdu. Błąd ten dotknął również naszej załogi i wylądowaliśmy na przedostatniej pozycji w klasyfikacji .
Teoretycznie nie miało to większego znaczenia, gdyż czas z prologu nie był brany pod uwagę w klasyfikacji , jednak praktycznie spowodowało to, że startowaliśmy za wolniejszymi załogami, które skutecznie spowalniały nasz przejazd na późniejszym odcinku i musieliśmy je wyprzedzać , a na wąskich drogach leśnych nie zawsze było to możliwe.

21.00 start odcinka nocnego.
Wygląda to kosmicznie jak w amerykańskich rajdach typu baja.
Ok. 150 załóg w różnych pojazdach, wysoki poziom adrenaliny, odliczanie czasu i co 30 sek. start.
Wszystkie pojazdy zabudowane miały dodatkowe oświetlenia: led lub xenon , które skutecznie rozjaśniały teren.
No i zaczęło się .
Ruszyliśmy i na początku szło dobrze, ale tylko na początku.
W połowie odcinka dojeżdżamy do PKP – widmo.
Sędziowie stoją z czytnikami, nie wyglądają na obcych przybyszów, kierują nas w prawo i … nic nie pasuje dalej.
Trzykrotnie wracamy, pytamy czy wszystko z nimi w porządku i dalej bezskutecznie szukamy drogi.

Okazało się później , że chłopaki stali na złej krzyżówce i tym samym skutecznie wprowadzali w błąd załogi.
Spowodowało to ok. 40 min. naszej straty zanim znaleźliśmy trasę.
Jednak nie wszyscy zauważyli ten PKP-wiodmo.
Ci, co go nie widzieli mieli szczęście, gdyż się nie pogubili – początkowe załogi przejechały bezbłędnie, bo sędziowie z PKP nie afiszowali się sobą , dopiero gdy zauwazyli że nikt do nich nie dojeżdża, zaczęli się mocniej promować i ściągać załogi z trasy.
Od tego momentu odrabiamy już stratę.
Nie jest łatwo nadrobić takiego czasu, gnamy jak możemy.
Na koniec dnia pozostaje nam strata 15 min. do lidera.
W sobotę znowu zaczynamy odrabiać, nie jest łatwo, gdyż czołówka również walczy o wynik.
To jest rajd nawigacyjny i tak naprawdę jechać się da tak szybko, jak może nawigować pilot.
Do tego organizator wycina z radu ostatni OS – 70 kilometrowy, na który najbardziej liczymy.
Mamy coraz mniej czasu na odrobienie straty.
Zaczynamy desperacko i niebezpiecznie jechać.
Na liczniku wskazówka dochodzi do gwoździa , używamy nitro.
Zostają nam już ok. 4 min do odrobienia.
Na ostatnim odcinku otwierają się jednak do nas niebiosa.
Jeden z PKP po jakimś czasie staje się ciężko przejezdny.
To znaczy – ciężko przejezdny dla naszej konkurencji, ale nie dla nas ( no i oczywiście dla Grata Roberta i Dominika – ale to inna grupa i bajka , dla nich to byłaby bułka z masłem).
Zresztą nasi konkurenci nawet nie próbują przejechać, bojąc się uszkodzenia zawieszenia .
W sumie przejeżdża jednak to kilka samochodów o większych kołach i prześwicie , jednak nie jest to czołówka, z którą walczymy o podium, ale jednak samochody z grupy sportowej.
Dla nas to teraz być albo nie być.
Niezaliczenie PKP to 60 min. kary wg regulaminu.
Jak to przejedziemy to wygrywamy i to z dużą przewagą.
Ruszamy z rozpędu, zastrzyk nitro, auto w powietrzu, raz na lewej , raz na prawej stronie, fala błota przelewa się przez dach , jakieś straszne uderzenia , obraz jak galareta i … jesteśmy na drugiej stronie.
Zahaczamy przy tym o zatopionego wcześniej quada – którego właściciela przepraszamy o takie potraktowanie, ale nie mieliśmy innego wyjścia.
Teraz tylko dojechać do mety i koniec.
Niestety okazuje się że uszkodziliśmy most przedni i układ kierowniczy.
Ale samochód jakoś działa.
Na ostatnim odcinku odrobiliśmy dodatkowo ok. 2min. czasu do lidera – no i oczywiście bonus 60 min. za przejechanie trudnego odcinka, na którym jak się okazało konkurencja odniosła poważne straty czasowe .
Ciszymy się więc zwycięstwem.

Nasza euforia nie trwała jednak długo, bowiem wieczorem, po zakończeniu rajdu zebrała się „rada starszych” i zadecydowała o anulowaniu kary dla innych za niezaliczenie PKP.
Wpłynęły pewno na tę decyzję ostre protesty tych, którzy nie podbili PKP ( część załóg sprytnie chciała ominać trudny przejazd- skracając trasę, lecz sędziowie widząc to, naliczali im regulaminowe kary czasowe), gdyż taka strata klasyfikowałaby ich gdzieś daleko poza podium. Główny Naczelny stanął przed wielkim dylematem, co zrobić z tym problemem, gdyż każde rozwiązanie jest złe i zawsze będą poszkodowani.
Podjął decyzję aby nie wyłaniać zwycięzcy spośród trzech pierwszych załóg i tym samym nie doprowadzać do większych konfliktów, ale konflikty i niezadowoleni i tak pozostaną.
Szanujemy tą decyzję, choć naszym zdaniem regulamin – to regulamin i nie można go zmieniać pod jednego lub dwóch krzykaczy.
Podsumowując życzymy jednak wszystkim aby kolejny raz nie doszło do takich problemów.
W końcu na odcinkach jesteśmy sobie przeciwnikami, ale prywatnie wszyscy są dobrymi kolegami i szkoda byłoby tego tracić, a jest to jednak najcenniejsze.
A teraz trochę o naszej drugiej załodze Extrem Racing Team , jadącej na przygotowanym przez nas Nissanie Patrolu Evo – małżeństwu : Wacław i Anna Hanzel.
Zajęli jak wspomnieliśmy 20 lokatę.
Ale nie to jest najważniejsze w tym przypadku.
Najważniejsze jest , że przejechali wszystkie odcinki, ukończyli rajd bez awarii i byli wysoce usatysfakcjonowani tym wynikiem.
Jechali bowiem pierwszy raz w rajdzie samochodowym i od razu w grupie – sport. Ania – która była pilotem Wacka, pierwszy raz miała roadbooka w rękach, a podstawy nawigacji przekazywał jej Damian w czasie dojazdu do Żagania .
Jak widać to urodzona pilotka.
Odcinki przejeżdżali równo i bezbłędnie z pełnym uśmiechem na ustach.
Przyjechali sprawdzić siebie w nowym środowisku i stało się ono od teraz – ich naturalnym.
Zarazili się…

W Great Escape Rally startował również budowany przez nas Fiat 500 4×4, załoga przyjechała przetestować samochód i siebie przed kolejnymi startami.
Fiat ukończył rajd bez awarii i sprawował się bardzo dobrze.

Rajd zakończył się pokaźnym bankietem i profesjonalnym ogłoszeniem wyników.
Dostaliśmy też ogromne puchary.
Nie był to jednak koniec naszych zmagań rajdowych w Żaganiu.
W niedzielę wystartowaliśmy wszyscy w drugim rajdzie H-4 – Memoriał Karoliny.

Na koniec kilka słów komentarza.

Szkoda, że organizator nie potrafił dogadać się z wiodącymi portalami terenowymi, bo nie będzie żadnej ciekawej relacji, a przecież zawodnicy też dla tego jadą.
Drugi temat, to komentarz opinii zespołu Toyota Terratrek na portalu Rajdy 4×4 i Terenowo.pl.
Najpierw chcielibyśmy pogratulować im wyniku i podziękować za wspólną rywalizację.
A co do rajdu, to mieli dużo racji z tym, że były niepotrzebne opóźnienia czasowe porannych startów – wystarczyło wcześniej wstać i wprowadzić więcej dyscypliny i do tego przeciągane przerwy między odcinkami, które wogóle nie były potrzebne.
W tegorocznym GER nie miała jednak znaczenia moc silnika i osiągi samochodu, tylko nawigacja i szczęście by nie wozić się całymi odcinkami za wolniejszymi załogami, których w żaden sposób nie dało się wyprzedzić, szczególnie po błędach w prologu.
Rajd amatorski, rajd amatorski, rajd amatorski, … wszystkie rajdy w Polsce są amatorskie, a nawet te zagraniczne , bo skupiają zawodników którzy są amatorami – czyli starty nie są źródłem ich dochodów – to z def.
A to, czy mają licencję jakiegoś związku , czy nie , to już sprawa przynależności.
Kolejna kwestia to odwołanie – OS.
Tu jednak nie zgadzamy się z załogą Toyota Terratrek, że należałoby odwołać cały odcinek z niby nieprzejezdną drogą.
Droga była przejezdna , bo my i kilka załóg ją sprawnie przejechaliśmy – a w sumie, to my zostaliśmy najbardziej poszkodowani z powodu anulowania innym 60 min. kary za nie podbicie tego PKP , gdzie większość załóg nawet nie spróbowała przejechać, tylko nieregulaminowo skracała trasę, albo sie poddała. Toyota Terratrek też przecież przejechała ten odcinek i nie ominęła trasy – tracąc, co prawda ok. 30 min – ale przejechała.
Tak, naprawdę nie można zmieniać reguł gry w trakcie rajdu, ani anulować PKP lub odcinków, bo kilku maruderom lub cwaniakom nie pasuje – takie jest nasze zdanie.
To co – najniższe prześwitem auto przejachało, to znaczy ze się dało.
Też trochę się wzburzyliśmy taką sytuacją.
Regulamin GER nie świadczył jednak jakie przeszkody mają być na trasie, a jakich ma nie być – zatem nie można żadnych przeszkód wykluczyć, każdy o tym wiedział przed startem.
Pamietam takie czasy rajdów RMPST, gdzie zawodnicy chodzili z metrem i mierzyli co do milimetra głebokość kałuż, aby były zgodne z regulaminem – toż to jakaś paranoja.
Tak samo klasa sportowa – nie była zdefiniowana i dopuszczała samochody np – na zwolnicach i na dużych jadowitych kołach dla których przejazd przez wspomnianą przeszkodę nie stanowił problemu .
Tu może był błąd – w nieprecyzyjnym regulaminie dla poszczególmych klas.
Przyjechało też bardzo dużo załóg, których kilkukrotne przejazdy skutecznie “niszczyły ” trasę.
Odwołując już odcinki, należałoby zacząć od początku – tzn. odwołać prolog z pomylonymi czasami, odwołać nocne odcinki z PKP – widmo, odwołać wspomniany trudno przejezdny odcinek i … pozostałby tylko jeden, krótki 25 min. odcinek z całego rajdu, bo już ostatni odcinek – 70 km organizator sam odwołał z powodu własnych opóźnień.
Mam nadzieję , że za rok nie będzie takich problemów, a teraz ciśnienie wszystkim opadnie.
Było, minęło, będzie lepiej.

A wszystkim życzę powodzenia i najlepszych wyników.

Adrian Baron

Sprawdź nasze Social Media

2020© Extrem4x4.pl. All Rights Reserved.
Używamy plików cookies i podobnych technologii w celu realizacji usług, reklamy, statystyk, optymalizacji. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka Prywatności

EnglishGermanPolish